Warto na wstępie zaznaczyć, że biura rachunkowe czy agencja nieruchomości (także te najmniejsze) już wcześniej miały status "instytucji obowiązanych" i musiały stosować przepisy AML (np. weryfikować klientów). Jednak teraz pojawi się konkretny, sformalizowany system corocznego raportowania czynników ryzyka (w celu przeprowadzenia przez organ tzw. oceny na poziomie podmiotu – entity-level assessment). Jest to nowość narzucana przez dyrektywę AMLD6.
Dlaczego więc unijny urząd (AMLA) nazywa to rozwiązanie "uproszczeniem" i "proporcjonalnością"? Ustawodawca używa tych pojęć wyłącznie w ujęciu relatywnym – porównując to, co dostanie małe biuro, z tym, co uderzy w duże firmy, a nie do stanu "braku raportowania w ogóle" (czyli stanu sprzed "uproszczenia").
Oto jak wygląda definicja "uproszczenia" w logice AMLA:
- zamiast zmuszać małe, prowincjonalne biuro rachunkowe do udowadniania jakości wszystkich swoich wewnętrznych mechanizmów kontroli (czyli spowiadania się z całego Załącznika II), urząd łaskawie "zwalnia" je z tego obowiązku;
- zamiast pełnej listy czynników ryzyka nieodłącznego z Załącznika I (np. kilkudziesięciu punktów dla dużych graczy), mikrofirma wypełni tylko okrojony, zredukowany zestaw pytań;
- wcześniej, przez brak wspólnych unijnych standardów, każdy krajowy urząd (np. polski GIIF) mógł potencjalnie wymyślać własne, potencjalnie bardzo skomplikowane i obszerne ankiety (akurat tego nie robił). Nowe przepisy dają jeden odgórny, ograniczony standard. Urząd krajowy nie będzie mógł samowolnie rozbudowywać tej ankiety w nieskończoność dla małych firm.
Podsumowując: dla małego biura rachunkowego czy agencji nieruchomości nie jest to żadna "deregulacja", lecz nowy obowiązek administracyjny, który radykalnie zwiększa ryzyko wytypowania do kontroli. Nie zmienia tego deklaracja zawarta w projekcie RTS, że w projekcie standardów technicznych regulacyjnych (RTS) nie określono źródła danych, co pozwala organom nadzoru na uzyskiwanie niezbędnych informacji bezpośrednio od podmiotów zobowiązanych lub z innych źródeł, w tym na przykład informacji uzyskanych od podmiotów zobowiązanych, jednostek analityki finansowej (FIU), organów nadzoru, audytorów zewnętrznych i innych organów publicznych. Nie ulega wątpliwości, że nie da się dokonać oceny bez danych dostarczonych bezpośrednio przez podmiot zobowiązany.
Ot, i cała deregulacja.